Dienstag, 9. Februar 2010

Piątek

Dzisiaj jest piątek, miasto jest bez serca,
nie mamy pieniędzy na długie podróże.
Gdyby tylko ktoś ściszył wiatr, to wołanie,
ten głupi śmiech w metrze, chichot, co mnie gonił

pod same drzwi mieszkania, które, przyczajone,
pod twoją nieobecność żądało okupu.
Włosa, złamanego paznokcia, nie spuszczonej wody,
czy otwartej butelki na kuchennym stole.

Nie mamy już siły. Trzymamy się siebie
jak na tonącym statku albo jak w pożarze 
ci, co nie ocaleją. Lecz ocalejemy,
niech tylko się ociepli i zakwitnie szczaw.

0 Kommentare:

Kommentar veröffentlichen